Dynamicznie, z dużą dawką lifestyle’u – dziennikarze o #dziejesię w Telewizji WP [OPINIE]
Fot: WP
Opinie Redakcja Poleca Telewizja TYLKO U NAS! 

Dynamicznie, z dużą dawką lifestyle’u – dziennikarze o #dziejesię w Telewizji WP [OPINIE]

Od grudnia br. Telewizja WP emituje #dziejesię – program informacyjny nadawany dwa razy dziennie. Gospodarzem wydania o 16:50 jest Maciej Orłoś, a odsłonę o 18:50 prowadzi Igor Sokołowski.

Dla serwisu Mediainside.pl opinie o nowym programie wyrazili dziennikarze: Dariusz Grzędziński, Łukasz Rogojsz i Adam Buła.

 

https://twitter.com/grzedzinski

Dariusz Grzędziński, dziennikarz gazety „Fakt” stwierdza, że trudno było oczekiwać większych zaskoczeń jeżeli mówimy o tak doświadczonych osobach:

Przez lata, które Maciej Orłoś spędził w TVP współtworząc Teleexpress, zdążył przyzwyczaić widzów do swojego charakterystycznego, dynamicznego stylu z lekkim przymrużeniem oka. Nowością, na szczęście tylko w pierwszym odcinku, była wyraźnie towarzysząca dziennikarzowi w nowym miejscu. W #dziejesię Orłoś puszcza oko do widza nieco rzadziej niż w TVP, ale program tylko na tym korzysta.

Zauważalne jest podobieństwo do Teleexpressu, który Maciej Orłoś prowadził przez 25 lat:

Reszta bardzo mocno przywodzi na myśl Teleexpress, a o tym, że to już nowy format w nowym miejscu przypomina ciekawsza, bardziej dynamiczna otoczka i czasem chyba zbyt mocno eksponowane logo WP.

Po obejrzeniu 2-3 odcinków można się jednak do tego przyzwyczaić, podobnie jak do odsyłaczy zachęcających do odwiedzenia Wirtualnej Polski. 

Zdaniem Grzędzińskiego, za mały jest udział internetu w programie:

To też jedyny element przypominający, że za tą telewizją stoi Internet. Oby z czasem pojawiły się kolejne

Na pochwałę zasługuje jednak dobór tematów:

Mieszanka 30-sekundowych newsów, które codziennie serwują widowni programy informacyjne w bardziej okrzepłych na rynku stacjach z właściwą dawką lifestyle’u. I tu wyraźnie widać wpływy poprzedniego miejsca pracy Macieja Orłosia, ale od tego, co sprawdzało się przez lata nie ma sensu na siłę uciekać.

…ale nie do końca:

Uciec za to warto od banału, który rozpoczął pierwsze wydanie #dziejesię 2 grudnia. Materiał o opadach śniegu u progu zimy widzów raczej z foteli nie wyrzucił.

Nasz rozmówca chwali podzielenie #dziejesię na dwie części:

Widownia najpierw dostaje 15-minutowy program z Maciejem Orłosiem, który na ekranach telewizorów pojawia się o 16.50 i nieco dłuższe wydanie z Igorem Sokołowskim, dwie godziny później. W pierwszym przypadku chodzi o uniknięcie konkurencji z TVP, w drugim WP staje do walki z TVN i Polsatem. To rozsądna dywersyfikacja.

Podsumowując, #dziejesię ma szansę odnieść sukces:

Wciąż istnieje pokaźna grupa ludzi, którzy w okolicach 17.00 włączali telewizory dla jednego dziennikarza. Teraz tylko trzeba im uzmysłowić, że ten dziennikarz zmienił miejsce pracy i zjawia się w niej 10 minut wcześniej.

Fot: twitter.com

Zdaniem Łukasza Rogojsza, dziennikarza „Newsweek Polska” i „Onet.pl”, pomysł na nazwę serwisu informacyjnego jest całkiem udany. Nie widzi jednak powodu, dla którego godzina jest wkomponowana w tytuł audycji:

Wydaje się to niepotrzebne, zazwyczaj tego rodzaju zabieg jest stosowany przy okazji pasm w trakcie dnia, a nie głównych serwisów informacyjnych.

Według niego, dziwnym ruchem jest ustawienie czasowo dwóch dużych serwisów informacyjnych w odstępie zaledwie dwóch godzin od siebie:

To mało, żeby jakoś znacząco wzbogacić treść tego późniejszego. Zobaczymy, czy WP uda się uniknąć dublowania materiałów albo zapychania ramówki serwisu błahymi newsami z powodu niedoboru poważniejszych i „cięższych” gatunkowo materiałów.

Nasz rozmówca docenia, że za nowym programem stoją doświadczeni dziennikarze:

Naturalnie dużym plusem programów informacyjnych WP jest kilka znanych twarzy (Igor Sokołowski, Maciej Orłoś, Małgorzata Serafin czy Kamila Biedrzycka), co zresztą jest pewnym must-have w przypadku tego rodzaju przedsięwzięć. Trochę gorzej jest z reporterami, bo tutaj znanych nazwisk jest już mniej.

Zobaczymy, czy młodzi i mniej znani będą w stanie udźwignąć swoje nowe obowiązki przy trudniejszych materiałach, wyrobić sobie nazwiska i wybić się w branży.

Dziennikarz jest zdziwiony raportowym charakterem materiałów oraz ich odtwórczością:

Bo chociaż są „lajfy” i reporterzy są tam, gdzie coś się dzieje, to jednak mało jest w materiałach „setek” i różnego rodzaju grafik. Materiały są też dość krótkie jak na telewizję. Być może szefostwo WP zdecydowało się na taki krok, chcąc bardziej dopasować się do nowego widza (internauty). Widzimy tu jednak wyraźną różnicę w porównaniu do tzw. starych mediów.

Jednak sam ich dobór wydaje się bardzo urozmaicony. Zaskakuje natomiast liczba materiałów lajfstajlowych, tzw. michałków.

Trochę ich za wiele jak na serwis informacyjny. Na plus zaliczam jednak odczytywanie opinii internautów i tego, co dzieje się w sieci. To fajny, interaktywny element.

Zbędnym elementem wydaje się opowiadanie o prognozie pogody tuż przed wejściem do studia:

Psuje to sam fajny pomysł z takim rozpoczęciem programu i jest kompletnie niepotrzebne.

Rogojsz chwali oprawę wizualną #dziejesię:

Graficznie i technicznie wszystko wygląda bardzo ciekawie i nowocześnie. Hasztag w tytule serwisów, miłe dla ucha dżingle oraz intra, nowoczesne studia, dobre oświetlenie, ładne „belki”, „wizytówki”, „czołówki” i „tyłówki”. Od tej strony naprawdę nie ma się do czego przyczepić.

fot. twitter.com/AdamBua

Adam Buła, zastępca szefa Agencji Informacyjnej Polska Press, nie pozostawia suchej nitki na programie Wirtualnej Polski:

Parafrazując Macieja Orłosia z jednej z jego wędrówek przez umiarkowanie fascynujący korytarz: o nowym programie „#dziejesię” w Telewizji WP mogę powiedzieć krótko: po wysłuchaniu długich komunałów docieramy do stremowanych reporterów, wspieranych przez ogrywki kamerzysty lubującego się w kadrowaniu pustych przystanków i niezupełnie zapełnionych sal.

Odsłona o 18:50 wydaje się być ciekawsza:

W porównaniu z wydaniem o 16.50, wydanie o dwie godziny później ma tą przewagę, że Igor Sokołowski łazi już tylko po studiu i odpoczywa po tym spacerze przy stoliku, dzięki czemu odzywa się do nas o wiele bardziej energicznym głosem, w porywach sugerującym, że mówi coś ciekawego.

Swoją opinię uzasadnia znudzeniem prezentera:

Powyższe uwagi są złośliwe i całkowicie przyczynkarskie, bo rekord mojej uwagi wyniósł 4 minuty i 15 sekund. Czuję się jednak usprawiedliwiony faktem, że Maciej Orłoś wyraźnie jest śmiertelnie znudzony od pierwszej sekundy.

Piszemy z pasją o mediach - tylko na MediaInside.pl. Bądź poinformowany jako pierwszy: znajdź nas na Facebooku i obserwuj nas na Twitterze. Czekamy na Wasze komentarze - poniżej oraz na naszym forum dyskusyjnym.